W teorii system likwidacji szkód komunikacyjnych powinien być prosty: powstaje szkoda, poszkodowany oddaje pojazd do naprawy, a ubezpieczyciel sprawcy pokrywa wszystkie koszty. W praktyce jednak droga od szkody do pełnego odszkodowania często prowadzi przez gąszcz korekt, cięć i niejasnych weryfikacji kosztorysów.
Gdzie najczęściej „tną” ubezpieczyciele?
Jednym z najczęściej podnoszonych problemów przez warsztaty i pełnomocników poszkodowanych są korekty roboczogodziny (RBH). Choć serwis wystawia fakturę zgodną z rynkowymi stawkami, ubezpieczyciel bez większych wyjaśnień zatwierdza jedynie 50–70% tej wartości. Skala tego zjawiska jest olbrzymia – niemal każda sprawa, którą trafia do kancelarii w związku z zaniżeniem odszkodowania, zawiera właśnie tę korektę.
Co istotne, sądy coraz częściej opowiadają się po stronie poszkodowanych. W orzeczeniach podkreśla się, że jeśli ubezpieczyciel nie kwestionuje zakresu uszkodzeń, a jedynie wysokość kosztów naprawy, to musi udowodnić, że przedstawione przez warsztat ceny są nierynkowe. Brak takiego dowodu obliguje go do wypłaty pełnego odszkodowania.
Technologia naprawy – niewidzialna ręka korektora
Równie często dochodzi do modyfikacji w zakresie technologii naprawy. Ubezpieczyciel może skrócić czas wykonania danej czynności lub zakwestionować konieczność jej przeprowadzenia. Przykład? Zmniejszenie liczby operacji lakierniczych lub pominięcie przygotowania powierzchni. Zdarza się, że jedynym efektem takiej „weryfikacji” jest niższa kwota końcowa – bez żadnego wyjaśnienia, co właściwie zostało zmienione.
„Bez wartości” – czyli gra pozostałościami
Innym kontrowersyjnym obszarem jest odliczanie tzw. pozostałości, czyli uszkodzonych części, które według ubezpieczyciela mają jeszcze wartość. Praktyka ta została skrytykowana w wyroku Sądu Rejonowego dla Łodzi–Śródmieścia z 17 kwietnia 2023 r. (sygn. XII GC 1973/22). Sąd uznał, że skoro to sam ubezpieczyciel zakwalifikował części jako całkowicie zniszczone i bezużyteczne, nie może później wymagać ich zwrotu ani odliczać ich wartości od wypłacanego świadczenia. Tego typu działania określono jako arbitralne i pozaprawne.
Preferencyjne rabaty – rzeczywistość czy iluzja?
Częstym argumentem ubezpieczycieli jest też stosowanie rabatów na części i materiały lakiernicze. Problem w tym, że deklaracje o możliwości nabycia części po niższej cenie rzadko mają pokrycie w rzeczywistości. Poszkodowany nie dostarcza warsztatowi własnych części, nie prowadzi negocjacji handlowych i nie odpowiada za poziom hurtowych upustów wypracowanych przez ubezpieczyciela. Sądy konsekwentnie wskazują, że rabaty nie mogą być pretekstem do automatycznego obniżenia odszkodowania, jeśli nie zostaną rzetelnie udowodnione.
Sieć partnerska – propozycja, nie obowiązek
Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii – sieciach partnerskich towarzystw ubezpieczeniowych. Często pojawia się presja, by naprawę realizować wyłącznie w wybranych przez TU warsztatach. Tymczasem, zgodnie z linią orzeczniczą, poszkodowany ma prawo samodzielnie zdecydować, komu powierzy naprawę swojego pojazdu. Ubezpieczyciel nie może wymuszać skorzystania z określonego warsztatu, ani tym bardziej obniżać odszkodowania, jeśli naprawa została wykonana gdzie indziej, według lokalnych, rynkowych stawek.
Podsumowanie
Korekty kosztorysów to codzienność w pracy warsztatów i kancelarii prawnych zajmujących się szkodami komunikacyjnymi. Kluczowe jest jednak to, że wiele z tych działań nie ma podstawy prawnej. Jeżeli ubezpieczyciel nie udowodni zasadności korekt – musi wypłacić pełne odszkodowanie. Warto więc dokumentować każdy etap naprawy i nie bać się dochodzić swoich praw przed sądem.